Pytania i wątpliwości do projektu ustawy (2021) (cz.4)

Polska Izba Książki przedstawiła uzasadnienie do projektu ustawy o ochronie rynku książki z kwietnia 2021 roku ( źródło).

W stosunku do projektu z 2017 zmieniła się przede wszystkim nazwa – wówczas była to „ustawa o jednolitej cenie książki”, co przynajmniej wprost pokazywało intencję twórców, dziś mamy ustawę o „ochronie rynku książki”, choć jest to raczej ochrona przychodów wielkich dystrybutorów.

Spróbujemy, w kolejnych tekstach przyjrzeć się dokładnie uzasadnieniu do tego projektu, bo podobnie jak cztery lata temu, znów jest tam bardzo mało konkretów, a wiele pobożnych życzeń, czy manipulacji wybranymi danymi.

Część 1 – Cel regulacji

Część 2 – Projektowane przepisy

Część 3 – Podmioty, na które będzie oddziaływała ustawa

  1. Skutki społeczne wprowadzenia ustawy

Jak wynika z raportu Biblioteki Narodowej, w 2019 roku można od notować trwałe zatrzymanie spadku czytelnictwa, a nawet niewielki wzrost deklaracji czytelniczych. W 2019 roku 39% Polaków zadeklarowało przeczytanie przynajmniej jednej książki. Wśród książek wymienianych w 2019 roku przez badanych wciąż dominują książki papierowe – publikacje w tej formie wymieniło 98% czytelników, e-booki wskazało 6% czytelników. Słuchanie audiobooków zadeklarowało 3% badanych w całej populacji. W 2020 r. z ankiety Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej S.A. wynika, że w okresie pandemii 35% z ankietowanych Polaków czyta częściej. Ponad 17% deklaruje także, że kupuje więcej książek lub audiobooków. Pierwsze analizy 2020 r. wskazują, że w Polsce na rynku detalicznym zakupiono ponad 100 mln książek (badania Nielsen Book Scan Polska dla Biblioteki Analiz). Pomimo optymistycznych danych, zauważono, że zwiększenie sprzedaży książek dotyczy klasyki literatury i autorów cieszących się ugruntowaną renomą. Znacznie trudniej w okresie epidemii wprowadza się na rynek pozycje autorów debiutujących oraz mniej znanych. W związku z tym, można obserwować zmniejszoną różnorodność oferty wydawniczej, co w dłuższej perspektywie może przełożyć się niekorzystnie na kształtowanie postaw czytelniczych. Dlatego niezwykle istotne jest, aby wspierać rozległą sieć księgarni, których rola w informowaniu o nowościach, upowszechnianiu książek, a tym samym rozbudzaniu nawyku czytania jest nieoceniona. Kontakt z książką ma ogromny wpływ na rozwój człowieka. Treści w niej zawarte oddziałują na wiele obszarów ludzkiej psychiki: pamięć, koncentrację, kreatywność. Książka dostarcza wiedzy o świecie i ludziach, kształtuje właściwą hierarchię wartości.  Ważne zatem, aby państwo zapewniło jej należytą ochronę.

Należy podkreślić, że kraje, które utrzymują regulację cen książek na rynku, charakteryzuje różnorodność i bogactwo piśmiennictwa, a także wysoki poziom czytelnictwa. Ustawa o ochronie rynku książki sprzyja bowiem istnieniu obok siebie dużych, średnich i małych podmiotów łańcucha wydawniczo-księgarskiego, które to podmioty, w zakresie własnej działalności, zajmują się różnymi kategoriami oferty wydawniczej i obsługują inne segmenty klientów. Taka różnorodność w ramach rynku przyczynia się do zapewnienia bogatej oferty wydawniczej i umożliwienia jej szerokiej dostępności wśród wszystkich grup społecznych. Pozostawienie rynku książki w stanie deregulacji i poddanie go działaniu czystych mechanizmów ekonomicznych – w sytuacji gdy książka stanowi w istocie przede wszystkim dobro kultury, co odróżnia ją istotnie od typowych towarów dostępnych na rynku – doprowadzi do jego zapaści i homogenizacji, powodując tym samym upadek zarówno piśmiennictwa, jak i czytelnictwa.

Punkt 4. to w zasadzie nie jest argumentacja tylko zestaw zebranych haseł i pobożnych życzeń podlanych statystykami dotyczącymi czytelnictwa.

Pomimo optymistycznych danych, zauważono, że zwiększenie sprzedaży książek dotyczy klasyki literatury i autorów cieszących się ugruntowaną renomą. Znacznie trudniej w okresie epidemii wprowadza się na rynek pozycje autorów debiutujących oraz mniej znanych. W związku z tym, można obserwować zmniejszoną różnorodność oferty wydawniczej, co w dłuższej perspektywie może przełożyć się niekorzystnie na kształtowanie postaw czytelniczych.

Czytelnictwo w Polsce jest niezmiennie na bardzo niskim poziomie. Jeśli cieszymy się ze „wzrostu czytelnictwa” mierzonego przeczytaniem jednej książki rocznie (taka metodologia jest w raporcie Biblioteki Narodowej) to jest z nami raczej źle. Dobór lektur w szkołach sprawia, że książka nie jest traktowana jako atrakcyjne medium dla młodych.

Zestaw najpoczytniejszych autorów, wśród których od lat króluje Henryk Sienkiewicz (wreszcie poza pierwszą trójką w 2019 i 2020 roku) sugeruje, że metodologia wyboru, bądź podawania „ulubionych” autorów mogła mieć swoje ograniczenia.

Najciekawsze jednak w argumentacji z tego punktu jest troska o trudności z wprowadzaniem na rynek książkowy debiutantów czy autorów mniej znanych. Wśród przeciwników ustawy są liczne nieduże wydawnictwa, które wydają książkę niszową, poszukują nowych ciekawych nazwisk i mimo ograniczonych środków podejmują ryzyko pokazania, wypromowania i ostatecznie sprzedaży książek zupełnie nieznanych autorów.

Argument „Należy podkreślić, że kraje, które utrzymują regulację cen książek na rynku, charakteryzuje różnorodność i bogactwo piśmiennictwa, a także wysoki poziom czytelnictwa” jest demagogiczny. W wielu krajach europejskich występuje różnorodność i bogactwo piśmiennictwa nie jest za to odpowiedzialna taka czy inna ustawa.

Równie ciekawe jest zdanie “Ustawa o ochronie rynku książki sprzyja bowiem istnieniu obok siebie dużych, średnich i małych podmiotów łańcucha wydawniczo-księgarskiego, które to podmioty, w zakresie własnej działalności, zajmują się różnymi kategoriami oferty wydawniczej i obsługują inne segmenty klientów.

Mimo braku takiej ustawy w Polsce funkcjonuje obok siebie mnóstwo dużych, średnich i małych podmiotów.

Jako ciekawostkę zwróćmy uwagę na materiał w portalu France24. We Francji obowiązuje jednolita cena książki i Francja często jest przywoływana w argumentach jako modelowy rynek. Tymczasem z linkowanego tekstu wynika, że podczas pandemii w 2020 roku, zamknięto niezależne księgarnie, zostawiając duże markety, w których istniały działy sprzedaży książek. Dopiero po proteście księgarzy, pozamykano działy książki. W tym samym tekście zwrócono uwagę na niskie (!) marże księgarzy. To zupełnie inna narracja od tej, którą próbuje się sprzedawać w Polsce.

Jeszcze ciekawsza jest ankieta w portalu statica, z której wynika, że większość Francuzów nie kupuje książek w klasycznych księgarniach, ze względu na wyższe ceny (!) oraz brak księgarń w ich otoczeniu. Z innej ankiety wynika, że ponad połowa kupuje książki w supermarketach specjalizujących się w handlu produktami kultury.

Pozostawienie rynku książki w stanie deregulacji i poddanie go działaniu czystych mechanizmów ekonomicznych – w sytuacji gdy książka stanowi w istocie przede wszystkim dobro kultury, co odróżnia ją istotnie od typowych towarów dostępnych na rynku – doprowadzi do jego zapaści i homogenizacji, powodując tym samym upadek zarówno piśmiennictwa, jak i czytelnictwa.

I znów czysta demagogia. Zapaść czytelnictwa nie jest konsekwencją istnienia lub nie istnienia ustaw regulujących ceny książek. To złożony problem związany z konkurencyjną ofertą w sferze rozrywki, edukacją oraz sposobem przedstawiania książki i wreszcie rolą książki, jaką może pełnić w życiu przeciętnego obywatela.