2021 – powrót po czterech latach

Polska Izba Książki po czterech latach postanowiła wrócić z pomysłem Ustawy o Jednolitej Cenie Książki. Nie jest to jakiś specjalnie nowy i przemodelowany projekt w stosunku do tego, co proponowano w 2017 roku.

Nie wzięto sobie specjalnie do serca ówczesnych argumentów o braku rozwiązań na linii mali wydawcy-wielcy dystrybutorzy.

W ciągu tych czterech lat zmieniło się nieco na rynku. Upadła sieć księgarska Matras – zostawiając za sobą zgliszcza w postaci nie zapłaconych faktur dziesiątkom wydawców. Gdyby wówczas wprowadzono ustawę, Matras mógłby dalej funkcjonować, nadal nie płacąc w terminie swoim kontrahentom.

W styczniu 2020 weszła w życie Ustawa o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych. Nagle niektórzy dystrybutorzy zmuszeni byli zmniejszyć terminy płatności z dotychczasowych 120-150 dni do 60 dni. Dla części okazało się to sporym kłopotem. Źródło łatwego kapitału od wydawców wyschło.

W 2020 rozpoczęła się ogólnoświatowa pandemia, która doprowadziła do zapaści wiele branż, funkcjonujących stacjonarnie. Wiele biznesów musiało się przeorientować i skoncentrować na dostarczaniu swoich produktów i usług w sieci. W wielu przypadkach nie było to możliwe. Prawdopodobnie po powrocie do normalności zmiany w relacji stacjonarny biznes a biznes e-commerce będą ogromne. Nie będzie już powrotu do sytuacji sprzed 2020. Szkoda, że w argumentacji przedstawicieli PIK pojawia się właśnie argument o spadku obrotów stacjonarnych księgarni.

Tymczasem z najnowszych (kwiecień 2021) danych Biblioteki Narodowej wynika, że 2020 rok jest kolejny rokiem ze wzrostem czytelnictwa. Podobne wnioski płynęły z opublikowanych w sierpniu 2020 przez Santander danych, z których wynikało, że wydajemy coraz więcej na książki i gazety płacąc kartami.

Ponownie więc uznaliśmy, że warto zapobiec zakusom części środowiska wydawniczo-księgarsko-dystrybucyjnego skupionego wokół Polskiej Izbie Książki i pokazywać, co faktycznie składa się na wysoką cenę książki w Polsce i z jakimi barierami muszą borykać się mali wydawcy. Ci, dzięki którym Czytelnicy mają dostęp do niszowej literatury, wybieranej nie tylko przez pryzmat wyników sprzedażowych i hitów wydawniczych.